Home Aktualności Z cyklu „Pochwała wartości, pochwała kobiecości. Markowe spotkania przy kawie”. Jolanta Golianek

Z cyklu „Pochwała wartości, pochwała kobiecości. Markowe spotkania przy kawie”. Jolanta Golianek

94
0
SHARE

Zawsze osobiście, od serca, szczerze. Z Jolantą Golianek, Prezes Fundacji Poparzeni rozmawia Jarosław Waśkiewicz, prezes Klubu Marka jest kobietą, redaktor naczelny Biznesnafali.pl

Rzeczywistość się zmienia, czasy się zmieniają, ale pewne postawy, wartości, które odróżniają nas od ludzi przeciętnych a zbliżają ku wyjątkowym, pozostają takie same. Postawy, które odróżniają nas od złych, a przynoszą spełnienie i wewnętrzny spokój, pozostają takie same. Postawy, które na co dzień możemy pokazać innym, a które świadczą o naszej klasie w biznesie lub jej braku, pozostają takie same. Postawy, zasady, czyny, które sprawiają, że przyciągamy innych, pozostają takie same.

I o tym właśnie, jak jest dziś z tymi relacjami międzyludzkimi, jakością biznesowych relacji  – w życiu, na co dzień między nami, rozmawiać będę z wyjątkowymi kobietami. To dla nich powstał ten cykl wywiadów, wartościowych rozmów, a w przyszłości także wyjątkowych spotkań, wokół “pochwały kobiecości”. A dla Was wszystkich, zainteresowanych głębszą treścią o życiu, relacjach, wartościami w biznesie, o tym, co między słowami, poszukiwać będziemy wspólnie odpowiedzi, łatwych nie łatwych, zawsze na czasie.

Moi rozmówcy – charyzmatyczni, zwykli niezwykli, zawodowcy. Kobiety, które z mojego punktu widzenia żyją pełniej, robią więcej, czują głębiej, przeżywają mocniej. Żyją na 100%? Na pewno ich czyny są bliskie temu, a ja znajduje w nich coś, co podziwiam…

Moi rozmówcy – inspirują mnie, pobudzają wyobraźnie, skłaniają do refleksji…

Moi rozmówcy – to kobiety wyjątkowe. Świadome swojej kobiecości, doświadczone życiem. Silne, nie boją się przyznać do słabości. To właśnie osoby bliskie memu sercu.

J.W. Czy nie masz wrażenia, że we współczesnym świecie biznesu, nie tylko tym wielkim, ale bliskim nam, ludzie, z którymi przychodzi nam się codziennie zderzać, przedsiębiorcami, ekspertami, dyrektorami, tzw „specjalistami ds…”, od nadmiaru wszelkiej maści szkoleń dotyczących kolejnych sposobów na doskonałą sprzedaż, wpływania na innych, coraz mniej w nich po prostu „człowieka” – naturalnego, empatycznego, autentycznego, a coraz więcej w nich sztuczności, powierzchowności, przepoczwarzonych relacji, w których trudno się odnaleźć, bo jest pełna „barwników i konserwantów”? Co się z nami dzieje?

Autentyczność w dzisiejszych czasach jest źle interpretowana, źle pojmowana. Chcemy być autentyczni, ale w taki sposób żeby przypodobać się innym, żebyśmy byli zauważeni. Pokazujemy jacy jesteśmy idealni, wyjątkowi, że nam nie zdarzają się trudne sprawy, każdy dzień jest idealny. Przecież gdybyśmy pokazali jacy naprawdę jesteśmy, nagle okazałoby się że: strach może nas paraliżować przed tym, co inni o nas myślą; że nas nie zaakceptują taką jaką jestem; że szczerość innych osób może nas zaboleć. Myślę, że jesteśmy tak pochłonięci dzisiejszymi celami postawionymi sobie, że nie zauważamy jacy naprawdę jesteśmy.

J.W. Przyznasz, że niezwykłe jest dziś to, jak bardzo mówimy, „krzyczymy wręcz” głosem wewnątrz nas, wobec tego, jak bardzo zależy nam na prawdziwych relacjach, głębokich, szczerych, podczas gdy na co dzień pokazujemy tylko pośpiech, pretensje, stawiamy warunki, zakładamy maski z przylepionym sztucznym uśmiechem, za którym nic nie stoi, żadna wartość, żadna głębia? Na czym wg Ciebie polega ta przewrotność dzisiejszych czasów, nas samych? Co się z nami stało? Przecież nie tędy droga do budowania głębokich relacji, wartościowych relacji w biznesie, w życiu tym bardziej. A jednak coraz bardziej brniemy tą drogą?

Każdy z nas codziennie zakłada ową maskę. Ukrywamy przed innymi naszą prawdziwą twarz, swoje emocje, żeby kogoś nie zranić, żeby się komuś przypodobać. Gramy „swój teatr” w swoich maskach. Nie każdy też jest wstanie nas zaakceptować bez maski, ale czy o to nam chodzi. Chyba nie. Przyznaję się, że dawniej zakładam ją po to, żeby inni nie widzieli, jak łatwo można mnie zranić, żeby myśleli, że podchodzę z dystansem do swojej choroby, swojego wyglądu, swojego cierpienia. Starałam się być sobą w tamtym czasie, nie dać się ranić, być odważniejszą i ta maska mi w jakimś stopniu pomagała. Dzisiaj tej maski już nie potrzebuję. Albo ktoś mnie akceptuje taką jaką jestem, albo nie zawracam sobie głowy daną osobą.

J.W. Wizerunek własny i postawa zazwyczaj powinna iść w parze. Ludzie jednak przywiązują nadmierną uwagę do tego, jak wyglądają i co mają na sobie, przy sobie. Oczywiście, że to naturalne atrybuty profesjonalizmu i mają duże znaczenie, ale tylko wtedy, gdy są inspiracją do ukazania naszej osobowości. Tyle że niestety chyba we współczesnym świecie biznesu, osobistym także, zbyt mocno zatracamy się na rzecz tych pierwszych, kompletnie pomijając znaczenie tego drugiego, pięknego umysłu chociażby. Dlaczego?

W dzisiejszych czasach liczy się „skóra, fura i komóra”. Śmieszne, ale jakie prawdziwe. Przekonałam się o tym nie dawno, jak jechałam na rozmowę biznesową. Na co dzień chodzę skromnie, ale schludnie ubrana. Nie przywiązuję zbyt dużej uwagi czy odzież jest firmowa, droga, modna. Lubię proste spodnie, koszule, marynarki. W mojej szafie rządzi czerwień, biel, szarość i granat. I koniec. Nie przywiązuje też uwagi czy mam nowy czy używany samochód. Ważne żeby jechał do przodu. Pracuję na prostym sprzęcie i to też mi wystarcza. Ale wracając do początku. Kiedy właściciel usłyszał, że poruszam się transportem publicznym, był lekko zaskoczony. I w cale tego nie ukrywał. Natomiast wykazał się ogromną empatią, że zadbał o moje przemieszczanie się po Warszawie, jak także bezpieczny powrót późną porą na PKP. Nasza rozmowa była owocna, zakończyła się sukcesem, ale także zobaczył moją osobę w innym świetle. Bez wielkich pieniędzy, całego tego szpanu, potrafię wynegocjować to co chcę, że w rozmowach jestem twarda. Usłyszałam także, że z miłą chęcią by zatrudnił mnie, bo nie ma dla mnie rzeczy niemożliwej. Więc sądzę, że nie oceniajmy innych osób na co dzień jak wyglądają, co mają, bo tak naprawdę nie wiemy kim ta osoba jest i czym zajmuje się na co dzień.

J.W. No właśnie. Nasza atrakcyjność zewnętrzna ma coraz mniej wspólnego z atrakcyjnym umysłem, osobowością, charakterem, na stworzenie którego nie mamy już czasu. Na budowanie swojego osobistego wizerunku. A przecież to nie „rzeczy” nas sprzedają, ale właśnie nasza osobowość, nasz piękny umysł (a raczej jego brak? Dlaczego, co się z nami stało?

Chyba zatraciliśmy się w tym naszym codziennym życiu. Rano wstajemy, praca do późna, zakupy, powrót do domu i już. Nie mamy czasu na przemyślenia, na zmiany wewnątrz nas, wokół nas. Dbamy żeby nienagannie zewnątrz wyglądać, ale o nasze wnętrze już nie, nie wiemy kim na co dzień jesteśmy. W życiu spotkać możemy wiele osób, które wykreowały się na kogoś zupełnie innego, i widać to na zewnątrz. Wizerunek jest mieszanką niepowtarzalnej osobowości z potrzebami jaka płynie z Twojego wnętrza. Wewnętrzne piękno tylko czeka, żeby je wydobyć. Nie musimy stylizować się na siłę na kogoś kim nie jesteśmy. Inni łatwo odkryją, że coś się w nas nie zgadza, a my sami nie będziemy się czuć komfortowo w swoim ciele. Aby wizerunek grał – musi być równowaga, musimy być szczęśliwi.

J.W. Podobnie w życiu osobistym jest ze zrozumieniem siebie nawzajem. Rozmawiamy coraz więcej, ale rozumiemy coraz mniej. Oczekując więcej od innych, nas samych dajemy siebie coraz mniej. Potrafimy coraz więcej, a coraz trudniej rozumiemy bliskie nam osoby w zwykłej codzienności. Dlaczego, co się z nami stało?

W dzisiejszym świecie porozumiewamy się za pomocą mediów społecznościowych. Rozmawiamy, a raczej piszemy, czatujemy, wysyłamy posty na fora. Coraz rzadziej rozmawiamy ze sobą twarzą w twarz. I to jest złe. Jeżeli nie mamy w ciągu dnia chwili, żeby porozmawiać nam z bliskimi osobami to powinno nam się zapalić światełko. Widzimy tylko siebie, swoje potrzeby, swoje pragnienia, swoje cele a z boku są osoby, które potrzebują naszej uwagi. Wystarczy poobserwować wokoło innych w restauracjach, rodzina przychodzi na obiad a wszyscy w ręku trzymają smartfony. My chyba zatraciliśmy umiejętność porozumiewania się. Liczy się tylko moje ja, nic więcej. Umiemy tylko brać, a z dawaniem już jest gorzej.

J.W. A jak Ty pojmujesz wizerunek osobisty? Wizerunek człowieka sukcesu? Człowieka, który oddziałuje, przyciąga, rezonuje? Kim jest taki KTOŚ? Jaki jest jego umysł? Jakim językiem się posługuje na co dzień, na czym buduje relacje? jaką ma postawę wobec innych, że przyciąga?

Wizerunek osobisty to prezentowanie swojej atrakcyjności poprzez zachowanie, wygląd i osobowość. Uśmiech i pewność siebie także wzmacnia nasz wizerunek. Łatwość nawiązywania kontaktów i otwartość na zmiany życiowe.

Wizerunek człowieka sukcesu według mnie, to przede wszystkim człowiek który spełnia się w tym co robi i osiąga sukcesy. Idzie swoją drogą w swoim tempie, nie bierze udziału w wyścigu szczurów. Wie że czasem będzie wolniejszy od innych, a czasem ich przegoni. Cierpliwość, spokój ducha, rozwaga i świadome korzystanie z własnego umysłu dają mu radość z życia.

Ja na co dzień jestem pewna siebie, o czym świadczy moje naturalne zachowanie niewerbalne (np. nie boję się nawiązać kontaktu wzrokowego albo stanowczo uścisnąć ręki) a jednocześnie potrafię wzbudzić pewność siebie u innych. Nie boje się także odmawiać, mówiąc „nie”, nie odczuwam niepotrzebnych wyrzutów sumienia. Jasno wyrażam swoje myśli i potrafię przyznać się do błędu, nie postrzegając własnych pomyłek w kategoriach porażki, lecz raczej nieudanej próby. Nie jest straszna mi odpowiedzialność, w związku z czym w każdej sytuacji jestem gotowa ponieść konsekwencje własnych decyzji.

15433794_620743204795015_7394224834247722092_n

J.W. A czym jest dla Ciebie piękny umysł? Kim jest człowiek o pięknym umyśle? Co stanowi dziś wielkość człowieka? Co powinno? Bo być może jest coś nie tak, we współczesnym pojmowaniu prawdziwego człowieka sukcesu?

Umysł jest narzędziem poznawania świata. Umysł, to nasza wolność, wolność wyboru. Naturą umysłu jest piękno. To, co negatywne jest destruktywne, niszczy i rujnuje. To, co pozytywne jest konstruktywne, buduje i rozwija.

J.W. A co na obecnym etapie życia buduje Twoje szczęście?

Przede wszystkim zdrowie, że jest coraz lepiej. Rodzina, mąż i dzieci. Wiara najbliższych, przyjaciół i wsparcie w tym co robię na co dzień. Zawsze mogę na nich liczyć. Szczęście dają mi także moi podopieczni, kiedy rozmawiam z nimi i słyszę uśmiech w głosie, że się podnoszą, że dają radę.

J.W. A pewność siebie? Jak ją zbudować? Na czym budować?

Po wypadku nie byłam sobą. Nie byłam kobietą. Nawet nie wiem „kogo” przypominałam. Nie miałam włosów, nie miałam ciała, ciało jakby nie moje. Byłam w depresji, zalękniona, bojąca się wszystkiego i wszystkich. W tamtej chwili nie miałam żadnej pewności siebie. Zanim zaczęłam walczyć o sobie, stawiać pierwsze kroki w moim nowym życiu, musiałam najpierw „zbudować” siebie, zrozumieć swoje ciało i kim jestem lub kim chcę być.

Wiesz, życie po takim czymś wywraca się do góry nogami. W tamtym czasie trafiłam na świetną terapeutkę. Przyznała się, że nigdy nie miała „takiego” pacjenta po takim wypadku, ale spróbuje mi pomóc. I wiesz, to była chyba z obu stron ciężka praca psychiczna, ale i fizyczna. Nie mogłam w czasie terapii usiedzieć w miejscu, więc chodziliśmy po parku, ta wolna przestrzeń mi pomagała.

To wtedy zaczęłam budować na nowo siebie. Najpierw przepracowałam traumę po tym całym poparzeniu, a później zaczęłam wyznaczać sobie cele. Dużo pomógł mój mąż, który był na każde zawołanie. To On mnie wyciągał, zapraszał znajomych, robił wszystko żebym tylko uwierzyła w siebie. Niczego mi nie zabraniał, na wszystko pozwalał. To był trudny okres dla naszego związku. Ja wiecznie zaryczana, oskarżająca wszystko i wszystkich wokoło. Raz się podnosiłam, a raz upadałam. Skąd On brał wtedy tą siłę, nie wiem. Wiecznie uciekająca od Niego. Musiałam to wszystko przerobić, przejść, żeby teraz być w tym miejscu w którym jestem. Terapeuta i mąż pomagali mi budować na nowo pewność siebie. Pierwszej mogłam się wygadać, wypłakać, wykrzyczeć czy nawet pomyśleć. On zabierał mnie wszędzie za rękę, przytulał, pokazywał swoją osobą że jestem ważna i że jestem Jego. Kiedy już wyszłam na ten świat, zaczęłam odkrywać kolory, wtedy już taka silna, zaczęłam głośno krzyczeć o chorobie pooparzeniowej. To do dzisiaj daje mi pewność siebie, że się nie wstydzę swojego ciała. To mi daje siłę do dalszej walki o siebie i o moich podopiecznych.

J.W. Kto wywarł na Tobie duży wpływ, co działa na Ciebie cały czas, w myśleniu, postrzeganiu świata, ludzi?

Mój mąż, że udźwignął cały ciężar, to co mnie spotkało. Pokazał innym, że jeżeli się jest z drugą osobą to nie tylko na dobre, ale i złe dni. Przez całą chorobę był, wspierał i nadal jest. Bez Niego nie dałabym rady, nie podniosłabym się.

Kasia, Monika, Magda, Tamara, Ania i jeszcze kilka osób, które mnie wspierały w tym trudnym czasie, a i teraz też są. Wiele osób z tamtego czasu odwróciło się ode mnie, nie pasowałam do ich idealnego świata.

Teraz nawiązałam nowe przyjaźnie Karolina, Mana, Kasia, Wojtek które ofiarowały swoje serce, swoją pomoc nie tylko dla mnie ale i dla moich podopiecznych. Te wszystkie osoby dodają mi wiary, siły, dostaję skrzydeł.

Prezydent Słupska Robert Biedroń, gdzie inni zamykali drzwi, a Prezydent je otworzył i wsparł moja akcję społeczną.

Mirek – osobisty fotograf, któremu mogę zaufać, który mnie nie ocenia, jest prawdziwym przyjacielem, bo wiem że zawsze mogę na Niego liczyć.

Dzisiaj postrzegam świat inaczej, przyjaźnie, pozytywnie nastawiony do mnie ale i ja jestem pozytywnie do niego nastawiona.

W ogóle codziennie znajduję tak wartościowe osoby, że z każdym mogę się czymś podzielić. Przeważnie to ja słyszę, że jestem dla innych inspiracją i wywieram taki pozytywny wpływ.

J.W. Kim jest dla Ciebie kobieta inteligentna? W biznesie, w życiu, jakimi cechami się charakteryzuje?

Kobieta z klasą, która potrafi być sobą, nie urażając nikogo, posiadając sporą dawkę dystansu do siebie. Kobieta, która nie traktuje innych kobiet z góry, pokazując im, że jest od nich lepsza. A inteligencja, to nie liczba tytułów przed nazwiskiem, a raczej: uśmiech, otwarta i łatwo nawiązująca kontakty, nie upija się, używa odpowiednich słów. Czasami i też potrafi ostro zareagować.

J.W. Mężczyźni wolą kobiety ładne czy mądre? Dlaczego takie?

Hmm, te pytanie chyba trzeba zadać mężczyznom. Mężczyźni mają różne gusta, upodobania, jedni wolą szczuplejsze, drudzy puszyste, jedni wolą blondynki a inni brunetki. Z mojego punktu widzenia, wydaje mi się, że mężczyźni wolą kobiety: naturalne, uśmiechnięte, zadbane, szczere, z poczuciem humoru, niedostępne.

J.W. A czy uważasz, że potrafimy radzić sobie z krytyką? Radzić, w sensie przyjmowania jej, w odpowiedni sposób, jak i wyrażania jej w odpowiedni sposób? Jak z tym dziś wygląda?

Z tą krytyką bywa różnie i chyba jej nie umiemy przyjmować. Zwykliśmy ludzi oceniać bardzo szybko i najczęściej nieprawdziwie. Dużo też zależy od tego, czy ta krytyka jest tylko wyrażoną złością, niezadowoleniem, czy może konstruktywną informacją zwrotną.

Jak radzić sobie z krytyką: wysłuchaj co dana osoba ma do powiedzenia, nie przerywaj, nie reaguj złością.

J.W. Czego uczą nas porażki, trudności w życiu? Czego Ciebie nauczyły, także gdy patrzysz na nie z perspektywy czasu?

Pozytywna psychologia porażki (GWP 2012) zwraca uwagę, że porażka to doskonała informacja zwrotna, umożliwiająca zweryfikowanie celów życiowych i sposobów ich realizacji, a także jakości relacji z bliskimi osobami, od których oczekujemy wsparcia.

Ja na swoich porażkach się uczę, staje się silniejsza, staram się wyciągać wnioski i iść do przodu, nie oglądając się do tyłu za siebie. Gdybym się przejmowała za bardzo co mi w życiu nie wyszło, to bym dzisiaj nie robiła tego wszystkiego co robię.

J.W. Słuchasz swojej intuicji, w życiu, w biznesie? Co mówi, gdy podejmujesz ważne dla siebie decyzje? Jest „na tak”, czy częściej podsyła wątpliwość, obawy?

Steve Jobs powiedział: “Intuicja to potężna sprawa, moim zdaniem potężniejsza niż intelekt. To przekonanie wywarło duży wpływ na moją pracę.”

Ja bardzo słucham siebie, co w danej chwili czuję i myślę. Mnie jeszcze nigdy intuicja nie zawiodła. Myślę, że to też zależy od doświadczenia życiowego i osobowości.

15672877_1215485901875553_6152983399379138828_n

J.W. Wykorzystujesz okazje w życiu? Te dobre okazje. Czy jednak pozwalasz im przeminąć, przejść niezauważenie? Czy były takie sytuacje w życiu (zawodowym, osobistym), ważne okazje, szanse w Twoim życiu, które do dziś procentują, jesteś z nich, z siebie dumna? Z jakich na przykład?

Ja w ogóle mam w życiu szczęście. Na każdym etapie mojego życia, pojawiają się ludzie, którzy chcą pomóc, nawiązują się wspaniałe znajomości, następuje współpraca. Według mnie okazje najczęściej spotykają ludzi, którzy dużo działają. Oni wręcz przyciągają okazje do swojego życia. Jeśli znasz swój cel, wiesz którą okazję schwytać. Niestety większość osób nie wyznacza sobie celów. Poza tym jeżeli czynisz dobro, ono zawsze do Ciebie wraca z większą siłą.

J.W. A sytuacje, okazje niewykorzystane?

Nie ma takich.

J.W. Każdy z nas pragnie żyć szczęśliwie i spokojnie. Chcemy, aby nasze życie miało sens i dawało nam szczęście. Wiadomo jednak, że na każdym etapie życia te wartości, potrzeby, są nieco inne. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, mówiła Wisława Szymborska. Ty na pewno miałaś wiele okazji, by potwierdzić tę mądrość, w relacjach z ludźmi, w relacjach biznesowych, osobistych także. Przekonać się do ludzi, lub „przejechać” na nich. Jak każdy z nas. I co dostrzegasz w ludziach, powtarzalnego, w ich zachowaniu, w relacjach, w biznesie? W sensie pozytywnym, i tych cech negatywnych cech, słabości w biznesie, w życiu? Jacy są ludzie dzisiejszych czasów?

Zgodnie z myślą Carla Gustava Junga, każdy człowiek ma ukrywaną przed światem, a nawet przed sobą ciemną stronę osobowości i nazywa ją Cieniem. Jest to ta część nas, której w sobie nie akceptujemy, którą wyparliśmy ze swojego życia, cechy charakteru, które kłócą się z doskonałym obrazem nas samych.

Powiem ci, że w czasie leczenia byłam straszna. Odkryłam swoją czarną stronę. Nawet nie wiedziałam, ze potrafię aż tak przeklinać, krzyczeć, płakać, rzucać się. Z drugiej strony, ktoś będąc w takim stanie psychicznym i fizycznym, też nie wie jakby się zachował. W czasie leczenia, tych wszystkich mocnych leków, zmienianych bolesnych opatrunków, to wtedy nie jesteś w stanie siebie kontrolować. Także i znajomi pokazywali swoją drugą stronę, jedni rozumieli a inni nie.

Wiesz co najgorsze w tym wszystkim było, jak słyszałam „że będzie lepiej”, chyba nie ma nic gorszego usłyszeć coś takiego, będąc w takim stanie. Co będzie lepiej, jak nie jesteś sobą i nigdy już nie będziesz sobą. Bo twojego ciała już nie ma, jest jedna wielka spalona rana. Wtedy już nastąpiła „selekcja” wśród znajomych, przyjaciół, to wtedy się przekonałam na kogo mogę liczyć.

Dzisiaj, uważam kogo wpuszczam do mojego świata, komu mogę zaufać. Chociaż ostatnio byłam naiwna i zaufałam nie tej osobie co trzeba. I kolejna lekcja. Jeszcze bardziej stałam się czuła wobec innych i z kim chcę współpracować.

Poznałam ostatnio także i wspaniałe osoby, które ujęły mnie swoim wsparciem a także nawiązują się wspaniałe relacje biznesowe.

Negatywne strony, tak ogólnie to mogę powiedzieć, że jest to obojętność i znieczulica. To taki „rak” społeczeństwa. To dziwne, że łączy nas człowieczeństwo, a w codziennych czynnościach jesteśmy dla siebie obcy.

J.W. Gdybyś mogła przenieść się w czasie i powiedzieć sobie, młodszej o 10-15 lat, w ważnych momentach swojego życia, dokonywanych wyborów, to co byś sobie powiedziała?

Bierz życie pełnymi garściami. Realizuj się. Nie bój się niczego. Podejmuj ryzyko. Czasem zaszalej.

J.W. Abyś mogła za 10 lat powiedzieć sobie, że nie zmarnowałaś tych najbliższych lat, które przed Tobą, że nie żałowałaś swoich decyzji, podjętych działań, to dzięki temu, że dziś jesteś / działasz / myślisz jak…?

Dalej robić to co robię. Uświadomić nasze społeczeństwo, że są osoby po oparzeniu ciała. Chcą tak samo cieszyć się życiem, pracować, spełniać się. Stworzyć porządne wsparcie dla oparzeniowców i ich rodzin, od lekarzy po psychologów i rehabilitantów. Mam jeszcze inne cele, których na razie nie mogę zdradzić.

J.W. Co jest źródłem Twojej wewnętrznej siły, pewności siebie?

Chyba moje motto życiowe w pełni je określa „Czerpać z życia tyle ile się da.”

J.W. A co potrafi podciąć skrzydła? Co może sprawić, że jesteś zrezygnowana? Zdarzają się takie sytuacje? I jak się z nich „podnosisz”?

Jeżeli ktoś mnie okłamuje, nie jest uczciwy wobec mnie. Zawsze wolę najgorszą prawdę niż kłamstwo. Czasami choroba podcina mi skrzydła, ale następnego dnia wstaję i widzę świat w kolorach. Na całe szczęście takich sytuacji mam na prawdę mało. A jak się podnoszę? Wstaję i działam dalej, czasem sobie pokrzyczę albo popłaczę. Czasami potrzebuję wyciszenia, pobyć sama, odciąć się od świata i wszystkich. I tyle.

J.W. Czujesz się spełniona wobec życia? Wobec siebie, tego co zrobiłaś? Czy jeszcze chcesz coś sobie udowodnić? Co takiego, obecnie, w najbliższym czasie, latach?

Ja niczego sobie nie muszę udowadniać. Znam swoja wartość, wiem na co mnie stać, mam wyznaczone cele. Czy czuję się spełniona? Ciężko powiedzieć. Na pewno jestem usatysfakcjonowana tym co do tej pory zrobiłam. A co jeszcze przede mną, to czas pokaże.

J.W. Czego więc mogę Ci życzyć na ten czas? W pracy zawodowej, w osobistym życiu, w relacjach z ludźmi? Jakich ludzi przy Tobie ci życzyć, na swojej drodze?

Zdrowia, bo ciągle z nim walczę. Ukończenia psychologii biznesu. W życiu osobistym, żeby mój mąż dalej był moim wsparciem, moją ostoją, bo przy nim potrafię się wyciszyć i nabrać dystansu.

Jakich ludzi wokół mnie? Pozytywnie zakręconych, z sercem, uczciwych, szczerych.

J.W. I pytanie na koniec. Gdybyś miała pomalować farbami, kolorami postać na obrazie, przedstawiającą Ciebie, to jakie by to były kolory, co przeważałoby? Jakbyś siebie pomalowała? Jaki wyraz twarzy miałaby ta osoba na obrazie? Co wyrażałaby? A w co byłaby ubrana? Jaki ładunek emocjonalny miałby ten obraz – Ty?

Jak wiesz moje ulubione kolory to biel i czerwień. Na pewno dalej rude włosy, odpowiednio określają mój charakter i jaką jestem osobą. Uśmiechniętą, bo ciągle buzia mi się śmieje

Uwielbiam męskie koszule (oczywiście białe) i czerwone spodnie. Na pewno biłoby ciepło, spontaniczność, uśmiech. Wiesz, jak na co dzień słyszę, że jestem inspiracją dla innych, że motywuję ich, że wspieram to możesz sobie sam wyobrazić jak na tym obrazie mogę wyglądać. Inni mówią, że bije ode mnie niezwykła moc, a jak mnie usłyszą, to nie mogę zapomnieć o mojej sobie. Jestem charakterystyczna. Jestem sobą.

Dziękuję za rozmowę

Jarosław Waśkiewicz
Red. naczelny Biznesnafali.pl,
Prezes Klubu Marka jest kobietą
Autor serwisu Pochwała Wartości, nominowany na Najlepszy Blog Roku.

zaproszenie-do-klubu-jpg-starter

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here