Home Aktualności „Złe mamuśki” i skok do samodzielności czyli co jest ważne dla Ciebie?

„Złe mamuśki” i skok do samodzielności czyli co jest ważne dla Ciebie?

350
0
SHARE
Businesswoman leaning on desk in office

Przez ostatnich kilka tygodni uczyłam synka samodzielnego mycia. W końcu ma już prawie 6 lat, więc pora na kolejny krok do samodzielności. Czy to dobry moment? Pojęcia nie mam. Matki Polki będą oburzone, Super Niania pewnie stwierdzi, że i tak pozamiatane, że mały jest już dawno „za stary” na naukę i wychowuję nieporadnego maminsynka. Trudno, niech mówią, co chcą, ale ja wiem jedno – nie będę go więcej niańczyć. Basta. Ma się chłopak ogarnąć, a ja będę miała czas, żeby pokontemplować wieczory z małżonkiem. Młoda, czyli starsza o 3 lata od braciszka dziewczynka jest bardzo samodzielna i już dawno wieczorne rytuały kąpielowe wykonuje w pojedynkę. W końcu jest już „dorosła”, ma ponad 9 lat! 😉

Synuś dokonał czynności i zawołał z łazienki: „Mamo, jestem już dorosłym mężczyzną, sam się umyłem, wytarłem i posmarowałem kremem”. Był dumny jak paw, ba, nawet jak wielkie pawisko! Ja z niego też. Przecież prawdziwi mężczyźni są jednozadaniowi, a młody nawet posmarował się kremem! To było coś! Postanowił na fali sukcesów poskładać też ubranka w kosteczkę, co próbowałam mu bezskutecznie wpoić od co najmniej dwóch lat.

No dobrze, zaraz, zaraz, pomyślałam. To znaczy, że już nie będę mu więcej potrzebna podczas kąpieli? Za chwilę będzie zamykał przede mną drzwi od łazienki, jak jego 9-letnia siostra, a moja „dorosła” córka… Bo przecież mogę ją niechcący „podejrzeć”. O nie…

Tak szybko, jak mnie to ucieszyło, tak jeszcze prędzej złapałam doła. Na pewno przechodzą to wszystkie matki. I te w Hollywood, które do kąpieli wynajmują latynoskie niańki i te na Grenlandii, które szyją swoim Eskimoskim dzieciom nowe futerka, bo z pierwszego kompletu maluchy wyrosły. Wszędzie tak samo, jak świat długi i szeroki. A byłam na to przygotowana, przecież przeczytałam wszystkie „must have” podręczniki na temat wychowania, począwszy od tych jak rozmawiać z niemowlakiem, po te, jak ogarnąć nieokiełznanego nastolatka z buzującymi po sufit hormonami. Tak, tak, przeczytałam „na zaś”.

Teoria zaliczona, ale w praktyce… Wyszło jak zawsze. Jezu, jaką złą matką jestem. Wszystko przez to, że ciągle zmęczona, zapracowana, z rozwianą grzywką i poczuciem winy, że zapominam o przyniesieniu słoiczka do prac plastycznych (gdzie znaleźć mały słoiczek po soczku o 7.30 rano, przecież do cholery jestem super świadomą „sustainable” mamuśką, która nie kupuje kubusiów, misiaczków, grzesiów, michałków i innego niezdrowego chłamu, ale soczki sama wyciska ze świeżych warzyw i owoców!).

ola-matysiak

Że znowu zapomniałam o czymś przeczytać w dzienniku elektronicznym, że nie upiekłam pierniczków na kiermasz świąteczny…? I tak zapadłabym się w tej rozpaczy nad własną nieudolnością, kiedy małżonek postanowił zaaranżować wieczór z kinem domowym i rzucił na tapetę film pod tytułem „Złe mamuśki”. Jakaś komedyjka niskich lotów pomyślałam, ale co tam, dobre i to. W pogodni za własnym marzeniem związanym z tworzeniem i implementacją własnej marki kosmetycznej przez calusieńki rok nie byliśmy w kinie, więc czemu miałabym się czepiać sądząc po tytule.

Bomba, obejrzymy wspólnie film! Owszem, mogłabym z łatwością czepiać się wartości artystycznej, scenariusza, poziomu gry aktorskiej, ale nie zrobię tego. Ubawiłam i jednocześnie spłakałam się tak, że było to bardziej oczyszczające, niż kilka seansów z coachem, czy na kozetce u psychologa. Tak zidentyfikowałam się z główną bohaterką, że w zapomnienie poszło poczucie straty po zniwelowaniu zależności własnych dzieci ode mnie.

Jak to cudownie, że odzyskam wolność wieczorową porą! Z wieczornych rytuałów zostaną mi: przytulanie, pogaduszki i czytanie wspólne książek na dobranoc. Czyli luz za gwarantowane 500+…

Niestety, ani się nie obejrzę, a już latorośle wyfruną z gniazda, ja dostanę szansę na wczesną emeryturę i jak klasyk niestety powiem: pracować „nie chcę, ale muszę” i nie zdołam jak główna bohaterka z innymi zestresowanymi matkami wyzwolić się z konwencjonalnych obowiązków typu kilka godzin odrabiania lekcji, zamiast uprawiania sportów dla budowania hartu ducha i zacieśnianiu więzów rodzinnych…

Naszła mnie taka refleksja… Żyjemy szybko, a nawet w dzikim pędzie. Nie mamy czasu na nic, a już na pewno dla siebie samych. Jesteśmy na bieżąco z najnowszymi poradnikami z kategorii „jak rozmawiać z niemowlakiem”, jak skutecznie wprowadzić dietę bezglutenową (bo prawie wszyscy nie tolerują pszenicy), jak najlepiej wiązać chustę do kangurowania, żeby zaoszczędzić dziecku stresu związanego z poznawaniem świata i być bliżej mamy.

Ale w tym wszystkim zapominamy całkiem o sobie, o tym co jest w nas, czego my chcemy i gdzie są nasze granice. A jak zdobywać świat i szczyty, kiedy się zapomniało, gdzie są własne granice tolerancji i wytrzymałości? Nie dajmy się, kobietki! Największa siła drzemie w nas samych. Pozdrawiam wszystkie „złe mamuśki”! 😉

Aleksandra Matysiak, Prezes Zarządu Melli Care Health & Senses

* * * * * * *
Szukasz inspiracji i wartościowych relacji? Powadzisz ciekawy biznes i jesteś kobietą? Przyłącz się do nas! Nasza wyjątkowa społeczność Kobiet na fali to Klub
Marka jest kobietą: redakcja@biznesnafali.pl

klub-zaproszenie2017

marka-zaproszenie-wklad

 

klub-zaproszenie2017

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here